Powiem szczerze, że ja za mocną a tym samym wulgarną literaturą nie przepadam, i po kilku stronach H. Millera dałam sobie spokój, ale np. Candy od Southerna i Hoffenberga już mi przypadła do gustu. Demaskują panowie obłudę, nazywają rzeczy po imieniu, poza tym pióro mają obaj dość lekkie, przez to czyta się jednym tchem. Książkę kupowałam z serii Twarze Kontrkultury ze stronki
officyna.com.pl/seria-10. Moim zdaniem udany przekład, nie mam w sumie porównania, ale językowo nic mi tu nie zgrzyta.